Dom przepełniony miłością

Ojcze Janie, które z błędów wychowawczych, popełnianych przez współczesnych rodziców, wołają o pomstę do nieba? – wrzucamy do rozmowy kolejny temat.

Ojcze Janie, które z błędów wychowawczych, popełnianych przez współczesnych rodziców, wołają o pomstę do nieba? – wrzucamy do rozmowy kolejny temat.

– Generalnym błędem jest niespójność pomiędzy życiem a wzorcem wychowawczym, jaki usiłujemy dziecku wpajać – odpowiada ojciec Grande. – Jeśli co innego mówimy, a co innego robimy; jeśli ojciec nakłania syna, aby nie pił i nie palił, a sam na jego oczach robi to nagminnie – to z takiego wychowania nic nie będzie. Dziecko funkcjonujące w rodzinie musi mieć wzorzec do naśladowania. Jeśli jest to wzorzec zafałszowany – wyrasta skrzywiona osobowość. Taki ktoś będzie do końca życia krytyczny wobec własnych rodziców, uprzedzony do nich.

– I zapewne powtórzy ich błędy.
– Bo też nasza podświadomość, chcemy tego czy nie, przechowuje – jak na taśmie magnetofonowej – wszystko to, czym nasiąknęła w dzieciństwie i dyktuje potem zachowania, od których radzi bylibyśmy uciec. Dziecko dostrzegające, że rodzice są inni w domu, a inni na zewnątrz, w dodatku – o czym wcześniej mówiliśmy – dziecko to, obarczone nadmiernymi zajęciami z powodu ambicji mamy czy taty; przemęczone, przymuszane, zdezorientowane – nigdy nie nawiąże serdecznej więzi z rodzicami. Nie będzie ich przyjacielem. I tak narastać będzie samotność obu stron, rozsypią się związki międzypokoleniowe.

Kiedy brakuje miłości
– Od lat przychodzi do mnie – ojciec Jan przywołuje przykład ze swojej praktyki – pewna pacjentka, bardzo nieszczęśliwa kobieta. Nieomal choruje na samotność mając trzech synów i dwie córki. Wszystko to wykształcone, na stanowiskach. Dlaczego jej nie odwiedzają? Ano, za dużo tam było ambicji, a zbyt mało „zwykłej” miłości. Skądinąd wiem, że znaleźć można taką miłość w rodzinach naznaczonych niedostatkiem, tam, gdzie dzieci już od wczesnej młodości pomagać muszą ciężko pracującym rodzicom.

W kuchni, a nie na ekranie
– Ojcze Janie, co zaproponować rodzinom, w których więzi pokoleniowych brakuje? – dopytujemy.
– Uniwersytet domowy zaczyna się w kuchni – nasz rozmówca wraca do swojej ulubionej filozofii. – Niechże matka nie pozwala, by jej nastoletnia córka uwaliła się w fotelu przed telewizorem, podczas kiedy ona nie wie w co najpierw ręce włożyć. Wszystkie kobiety w rodzinie, poczynając od siedmio-, ośmioletnich dziewczynek powinny mieć nawyk kręcenia się po kuchni. Kiedy matka kroi chleb, już powinna stać przy niej córka i podstawiać talerz; jedna z córek myje jajka pod bieżącą ciepłą wodą, żeby nie było salmonelli, podaje je starszej siostrze do rozbicia na patelni... Niech te dziewczynki obserwują przy kuchennych czynnościach własną matkę, a nie jakąś obcą panią, która w telewizji uprawia „gotowanie na ekranie”. Na dodatek nie mając pojęcia o tym, co robi, nie tłumacząc telewidzom dlaczego dobiera takie, a nie inne składniki, i jaka jest ich wartość żywieniowa.
Prosimy ojca Jana o jego opinię na temat wartości życia w podeszłym wieku...

Szacunek do starszych
– Ze zdumieniem obserwowałem na Syberii z jakim szacunkiem odnoszą się do swoich starców plemiona koczownicze – słyszymy w odpowiedzi. – Uznaje się ich tam za błogosławionych. Kto długo żyje, ten pewnie na to zasłużył swoją dobrocią... Starość, w przeciwieństwie do społeczeństw zachodniej cywilizacji, jest rodzajem społecznego kapitału; dzięki czyjemuś długiemu doświadczeniu możemy poznać niejedną prawdę o życiu.
– A pewnie też i o umieraniu, który to temat tak lubimy od siebie oddalać.

– Nasza kultura, próbując wykreślić śmierć ze swojego myślenia, stworzyła – ni mniej ni więcej – tylko właśnie cywilizację śmierci, jak to najlepiej określił Jan Paweł II. Moja znajoma, pani Józefa, 90-letnia osoba, mająca za sobą życie poświęcone pracy w opiece społecznej, na parę tygodni przed śmiercią mówiła: „Żeby też ojciec wiedział, jaki to jest okropny czas to czekanie na śmierć. Rano wstanę, umyję się, uczeszę, ubiorę i ciągle towarzyszy mi świadomość, że może właśnie dziś, może za godzinę umrę. Ja już nie mam na nic zapotrzebowania. Pytają mnie ludzie, dlaczego ja jestem jakaś dziwna, jakby obca? A ja nie potrafię być inna, bo to już śmierć jest ze mną...”.

Ten, niejako przymusowy, pobyt pani Józefy na ziemi coś nam uświadamia. Kiedy wygasa życiowa energia, jak w jakiejś ogromnej elektrowni atomowej, to człowiek zdaje sobie sprawę z własnej nicości. Nie ma już żadnych potrzeb, nawet takich, by komuś zaszkodzić, jest w pełni bezinteresowny. Jeden ma jeszcze tylko interes na tej ziemi – nawrócenie, pojednanie z Bogiem...

Coraz słabszy wzrok
Wracamy do pytań o sprawy zdrowia i pytamy ojca Jana, jak podziałać wzmacniająco na słabnący wzrok?
– Coraz więcej, i to coraz młodszych ludzi, nosi dziś w Polsce okulary – nasz rozmówca zaczyna od potwierdzenia stanu faktycznego. – Uważam, że ma to związek z faktem niedoceniania roli najzwyklejszej marchwi. Ile jej wrzucamy do garnka z gotującym się rosołem? Bywa, że jedną, a nawet połowę. Tymczasem marchew jest nosicielem pomarańczowego barwnika, który wątroba przerabia na witaminę A, będącą podstawą dobrego wzroku, prócz tego hamującą procesy starzenia, a w dzieciństwie i młodości stymulującą wzrost. Gotowana marchew jest bardzo łatwo przyswajalna i nie przysparza żadnych problemów trawiennych.

– A marchew surowa?
– Byłbym z nią ostrożniejszy ze względu na ciężkostrawny błonnik. Ktoś o słabym uzębieniu i słabszym żołądku będzie ją trawił przez parę godzin. I właśnie tym wszystkim, którzy mają problemy żołądkowe czy jelitowe, polecam jako ostatni posiłek dnia kilka gotowanych ciepłych marchewek z dużą łyżką masła.

Herbata ziołowa z miodem
– Czym jeszcze wzbogacić dietę naszych okularników? – dopytujemy.
– Mnóstwo substancji odżywczych, w tym złoża lecytyny, zawiera wątroba. Na Syberii – wspomina zakonnik – kiedy ktoś zapadał na kurzą ślepotę (marchewki, jak wiadomo, tam nie było), łapano wrony, z ich wątróbek gotowano wywar i tym się wzmacniano.
– Ale wątroba zbiera wszystkie toksyny z organizmu – ripostujemy.
– To jest, niestety, ta druga strona medalu, którą musimy uwzględnić. W zwierzęcych wątrobach mamy antybiotyki, hormony i wszelkie chemiczne brudy. Człowiek powinien raz na kwartał płukać własną wątrobę z toksyn. Polecam w tym celu przez dwa – trzy tygodnie przed zaśnięciem pić herbatę ziołową zaparzoną z dziurawca, mięty i melisy, osłodzoną łyżeczką miodu.

Marzena i Tadeusz Woźniakowie

  • Dziennik Zachodni

Komentarze

Liczba znaków do wpisania:  4000/4000

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Jeśli uważasz, że któryś z komentarzy łamie regulamin, to wyślij nam link do tego artykułu na pomoc@naszemiasto.pl

Wybrane dla Ciebie

Powiązane

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, wyłącz Adblock na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3