Chcą móc się pomodlić na grobie swojego syna

Małgorzata Moczulska
Alina, mama Grzegorza, i jego siostra Edyta wciąż nie mogą uwierzyć, że chłopak nie żyje
Alina, mama Grzegorza, i jego siostra Edyta wciąż nie mogą uwierzyć, że chłopak nie żyje Dariusz Gdesz
Grzegorz Skręty z Bielawy wyjechał do Wielkiej Brytanii prawie dwa lata temu. Pojechał z dziewczyną - jak tysiące jego rówieśników - za pracą. Myślał o powrocie do kraju. Zostawił tu rodziców. Pomagał im finansowo, bo oboje stracili pracę. W kwietniu miał na kilka tygodni przyjechać do Polski. Czekali na niego bliscy i znajomi, których miał tu mnóstwo

7 marca wracał autem z pracy do domu. Najprawdopodobniej zasnął albo zasłabł za kierowcą. Auto uderzyło w drzewo. Grzesiek zginął na miejscu.
Bliscy chcą sprowadzić do Polski zwłoki chłopaka, tak by był pochowany w swojej rodzinnej miejscowości. Jednak koszty przerastają ich możliwości. Zrozpaczeni proszą o wsparcie.

- Nie możemy wciąż uwierzyć, że Grzesiu nie żyje - mówi Edyta Skręty, siostra chłopaka. - Moi rodzice ciągle płaczą, a ja sama nie wiem, co robić. Przecież on jest ponad tysiąc kilometrów stąd. Najważniejsze, by go pochować tu na miejscu. Tak, by mama i tato mogli odwiedzać grób swojego dziecka, by mogli pójść na cmentarz i pomodlić się - dodaje, płacząc.

Rodzina od kilku dni zbiera pieniądze na transport zwłok. Pomagają jej w tym znajomi chłopaka. Większość młodych ludzi w Bielawie prosi na portalu Nasza-klasa o wsparcie dla rodziny Grześka, organizowane są zbiórki w domach, będzie nawet kwesta przed kościołem. - Grzesiek był superkolegą, zawsze uśmiechnięty, pogodny, bardzo pracowity - mówi o nim Paweł Pachura, operator kamery w lokalnej telewizji. - Warto pomóc jego rodzinie, oni wszyscy bardzo się kochali - dodaje.

Transport zwłok kosztuje około 12-15 tys. zł. Dla rodziny Grzegorza to pieniądze niewyobrażalne. Na szczęście koszty pogrzebu pokryje już ubezpieczenie, bo chłopak pracował w Anglii legalnie. Wczoraj Edyta Skręty pojechała do Londynu, by na miejscu załatwić wszystkie urzędowe formalności.

- Niestety, takich sytuacji jest coraz więcej. To smutny efekt emigracji - przyznaje Edmund Warzywoda, właściciel jednej z wrocławskich firm zajmujących się transportem zwłok.

Tylko w tym roku jego firma przywoziła do kraju ciała naszych rodaków prawie 30 razy. Warzywoda wylicza, że koszty są wysokie przez wymagania tamtejszych służb.

Do opłaty za transport trzeba wliczyć koszty przechowywania zwłok w chłodni, koszty pozwoleń oraz zakup specjalnej trumny z metalowym wkładem. - Nawet licząc po najmniejszych kosztach, uzbiera się z 10 tysięcy złotych - dodaje.

Ośrodek Pomocy Społecznej w Bielawie pomógł bliskim Grzegorza założyć konto gdzie zbierane są pieniądze.
Oto ono: BZ WBK nr 81 10902284000000011363.

Drogi problem
Każdego roku prawie tysiąc osób ginie lub umiera poza granicami naszego kraju. Żeby uzyskać pozwolenie na sprowadzenie zwłok, trzeba złożyć wniosek o wydanie zezwolenia do starosty powiatu, w którym zmarły ma być pochowany. Zgoda musi trafić do polskiego konsulatu w danym kraju. Należy tam też dostarczyć: akt zgonu i zaświadczenie zakładu pogrzebowego zajmującego się transportem, że zwłoki zostały włożone do metalowej trumny.

Pandemiczna matura. Uczniowie czują strach

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie