Seks na wokandzie
Dziesięciu mężczyzn odwołało się od wyroku sądu. Ten orzekł dla nich kary więzienia od kilku miesięcy do ponad dwóch lat. Sprawa ponownie trafiła na wokandę. Pracownicy zakładu chcą udowodnić, że są niewinni
Pierwsza sprawa po uchyleniu wyroku odbyła się jeszcze przed wakacjami. Teraz poszkodowaną Małgorzatę B. oraz dziesięciu mężczyzn i świadków czeka co najmniej kilkanaście kolejnych. Sprawa wraca na wokandę w przyszłym tygodniu.
– Musimy przesłuchać wielu świadków, dlatego chcemy zacząć jak najwcześniej, żeby zdążyć jeszcze w tym roku – wyjaśnia Tomasz Białek z Sądu Okręgowego w Świdnicy.
Podzieliła miasteczko
Małe miasteczko niemal całe huczało o sprawie molestowanej kobiety, pracownicy zakładów tekstylnych. Jedni współczuli, drudzy uważali, że to wierutna bzdura i do takiej sytuacji nigdy nie mogło dojść.
Małgorzata B. twierdzi, że przez kilkanaście miesięcy jej przełożony i współpracownicy wykorzystywali ją seksualnie. Do pierwszego kontaktu miało dojść podobno wtedy, kiedy kierownik oddziału w którym pracowała, poprosił ją do biura i kazał przygotować listę osób do zwolnienia. Kobieta nie chciała się na to zgodzić. Wtedy usłyszała, że jeżeli mu się nie odda, to sama może wylecieć z roboty. Straszył, że wtedy jej dzieci będą chodziły głodne, a ona na pewno innej pracy nie znajdzie.
Miesiące poniżania
Kantorek szefa miała odwiedzać najpierw raz w tygodniu, potem nawet kilka razy. Jak mówi poszkodowana, po jakimś czasie przyłączali się inni koledzy z pracy. Najpierw obserwowali ją i kierownika oddziału. Potem sami również uprawiali seks z Małgorzatą B.
Kobieta zgłosiła sprawę dopiero po półtora roku. Twierdzi, że któregoś dnia nie wytrzymała już poniżania i o wszystkim opowiedziała bliskiemu przyjacielowi, który pracował w tym samym zakładzie. To podobno on namówił ją do tego, by całą sprawę zgłosić prezesowi firmy. Kilka dni potem zawiadomienie trafiło do prokuratury. Dochodzenie potwierdziło zeznania kobiety. Sąd pierwszej instancji wydał wyrok. Szef oddziału dostał dwa lata i dziesięć miesięcy więzienia. Pozostali mieli trafić za kratki nawet na dwa lata. Wszyscy mieli duże zastrzeżenia do pracy sądu i prokuratury. Twierdzili, że praktycznie nie było żadnych dowodów, by ich oskarżyć.
Sąd Okręgowy w Świdnicy przyznał, że doszło do wielu uchybień i wyrok uchylił. Stwierdził, że wyrok opierał się w dużym stopniu na zeznaniach pokrzywdzonej kobiety, która często je zmieniała. A to wzbudziło zastrzeżenia.
iPolitycznie - w jakim momencie w relacji polsko-ukraińskich jesteśmy?
Dołącz do nas na Facebooku!
Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!
Kontakt z redakcją
Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?