Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Gorąca walka o miliony - Były producent komputerów z Wrocławia domaga się przed sądem gigantycznego odszkodowania od Skarbu Państwa

Eliza Głowicka
– Byliśmy pewni naszej niewinności – zeznawał Paweł Ciesielski, były prezes firmy.  FOT. MARCIN OSMAN
– Byliśmy pewni naszej niewinności – zeznawał Paweł Ciesielski, były prezes firmy. FOT. MARCIN OSMAN
Samowola urzędników skarbowych i zła interpretacja prawa podatkowego doprowadziły kilka lat temu do bankructwa firmę JTT. Teraz jej właściciel chce ponad 38 milionów złotych odszkodowania.

Samowola urzędników skarbowych i zła interpretacja prawa podatkowego doprowadziły kilka lat temu do bankructwa firmę JTT. Teraz jej właściciel chce ponad 38 milionów złotych odszkodowania. Wczoraj zaczął się proces w tej sprawie.

Na sali rozpraw wrocławskiego Sądu Okręgowego po jednej stronie zasiedli pełnomocnicy funduszu MCI Management, który złożył pozew (był jednym z właścicieli firmy JTT), a po drugiej przedstawiciele tzw. Prokuratorii Generalnej, która reprezentuje przed sądem Skarb Państwa w tego typu sprawach.

Mówią, że nie zapłacą
Ci ostatni od razu zastrzegli, że odmawiają zapłaty 38,5 miliona zł, których żąda MCI. Wnosili też o odrzucenie pozwu. – Dotyczy on szkody, jaką mogła ponieść firma JTT, a nie fundusz MCI, który jako akcjonariusz nie ma podstaw, aby domagać się odszkodowania – podkreślał Wojciech Kaczorkiewicz, przedstawiciel Prokuratorii Generalnej. Ich zdaniem to firma komputerowa lub syndyk mogli pozwać Skarb Państwa. – Czemu MCI nie pomogła wtedy ratować JTT? – zastanawiali się w przerwie rozprawy.
Z kolei pełnomocnik MCI nie zgodził się z rozumowaniem przeciwników.
– Konstytucja i kodeks cywilny pozwalają każdemu, komu niezgodnie z prawem wyrządzono szkodę, dochodzić odszkodowania od Skarbu Państwa – tłumaczył Sylwester Cetera.

Zrobili z nas przestępców
Pierwszym świadkiem, jaki wczoraj zeznawał w tym procesie, był Paweł Ciesielski, były prezes JTT. Przez prawie trzy godziny odpowiadał na pytania sądu i prawników. Opowiadał, czym zajmowała się firma i jak próbowano ją ratować oraz jak doszło do jej upadku. W spółce pracował 10 lat – do 2003 roku.
JTT produkowało komputery dla szkół na zlecenie ministerstwa edukacji. Producent najpierw wysyłał sprzęt do Czech lub Niemiec, a potem sprowadzał do Polski. Dzięki temu nie płacił VAT-u, bo sprzęt dla szkół z importu był zwolniony z tego podatku. W 1999 roku inspektor urzędu kontroli skarbowej uznał, że w ten sposób złamano prawo. Nakazał firmie zwrócić zaległy podatek i zapłacić karę. Było to 10,5 miliona złotych, które skarbówka zarekwirowała w ciągu trzech dni. – Inspektorzy skarbowi nie chcieli żadnych wyjaśnień, zrobili z nas przestępców. A rzecznik policji i media okrzyknęły nas „złodziejami w białych kołnierzykach” i osądziły – wspominał z żalem Ciesielski. Choć JTT odwołało się do Naczelnego Sądu Administracyjnego, był to dla firmy, początek końca.

Początek końca
– Kontrahenci wstrzymali dostawy, banki nie chciały nas finansować na dobrych warunkach. Wszyscy czekali na decyzję NSA i pieniądze. Z umowy z nami wycofał się Microsoft. Straciliśmy wiarygodność – opowiadał były prezes. Mimo korzystnej decyzji NSA izba skarbowa zwlekała ze zwrotem firmie 20 mln złotych. Potem było za późno i JTT nie dało się uratować. Obie strony zapowiadają, że nie ustąpią. •

JTT
W latach 90. był to jeden z największych producentów sprzętu komputerowego w Polsce. W czasach swojej świetności zatrudniał ponad 400 pracowników. Sztandarowy ich produkt to komputer Adax. Firma dostarczała serwery nawet dla Europejskiego Centrum Badań Jądrowych pod Genewą.

od 7 lat
Wideo

iPolitycznie - Przemysław Czarnek

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na bielawa.naszemiasto.pl Nasze Miasto