Historia się nie kończy

Tomasz Borówka, Ryszard Parka
Przeprowadziliśmy Cię oto, Drogi Czytelniku, przez wieki, czy właściwie tysiąclecia śląskich dziejów. Dzieje te się nie skończyły, gdyż historia nigdy się nie kończy.

Przeprowadziliśmy Cię oto, Drogi Czytelniku, przez wieki, czy właściwie tysiąclecia śląskich dziejów. Dzieje te się nie skończyły, gdyż historia nigdy się nie kończy. Historia cały czas się staje – wiele wydarzeń, o których będzie się pisać w przyszłych podręcznikach, wydarzyło się chociażby w ciągu tych kilku tygodni ukazywania się naszego cyklu. Historią jest już zresztą ta chwila, w której sięgnąłeś po czytaną właśnie gazetę. Częścią historii będziesz – a raczej jesteś – i Ty.


Kołem się toczy

Wiemy, że Śląsk boryka się dzisiaj z licznymi problemami. Lecz nie po raz pierwszy w swoich dziejach. Nieraz przecież bywało tak, iż po tłustych latach nadchodziły chude. Albo na odwrót. Kultura łużycka rozwijała się przez setki lat, a przecież w końcu upadła – nawet nie do końca wiemy dlaczego. W średniowieczu na rządzony przez Piastów Śląsk spadł najazd Mongołów, wyniszczały kraj wojny husyckie i późniejsze walki o czeski tron. W XVII wieku miał miejsce kataklizm wojny trzydziestoletniej, w XVIII – wojny śląskie i siedmioletnia. Na XX wieku złowrogie piętno wywarły dwa światowe konflikty, z których pierwszy przyniósł Śląskowi głód i niedostatek, a drugi fizycznie wyniszczył znaczną część kraju i jego ludności.

Nie trzeba było zresztą wojen, by ludzie mieli realne powody do narzekania na swój los. Wystarczyły przygniatające ogół podatki, bardziej kojarzące się z wyzyskiem niż wypełnianiem obowiązku wobec państwa na zasadzie „do ut des” – czyli daję, byś i ty dał. Albo narzucana przez władze z zewnątrz, niekorzystna dla regionu polityka gospodarcza. Nie, nie chodzi o XX wiek, o rządy komunistyczne czy daleką wciąż od ideału III RP. Tak przecież było w pierwszych latach pruskich rządów, tuż po podbiciu Śląska przez Fryderyka Wielkiego. A że historia kołem się toczy? Oczywiście. Dotyczy to wielu krajów, czemu nie miałoby dotyczyć i Śląska?

To wniosek wbrew pozorom optymistyczny. Po kryzysie musi nadejść koniunktura. Po katastrofie mongolskiego najazdu z 1241 roku nastąpił szybki rozwój miast i osadnictwa. Straty poniesione w wyniku wojny trzydziestoletniej odrabiano wprawdzie długo, ale w końcu udało się je nadgonić. Śląsk przecież ponownie kwitł w 1740 roku, gdy wzbudził zaborczy apetyt Fryderyka II. A początkowy regres w gospodarce XVIII-wiecznego Śląska pod rządami Prus także poprzedzał wspaniały rozwój przemysłu, który miał trwać przez sto kilkadziesiąt lat.


Świat przyspieszył

Oczywiście wszystko to nie znaczy, że wystarczy siąść i zaczekać, aż nadejdą lepsze czasy. Wprawdzie „Historia magistra vitae est” (co po polsku znaczy, iż historia jest nauczycielką życia) i powinni o tym pamiętać politycy. Lecz prawdą jest również, że bezdyskusyjnie cenna znajomość historii bynajmniej nie zwalnia od myślenia. Tym bardziej, iż świat nie tylko zmalał ostatnimi laty, ale i przyspieszył. Realia, w jakich rozwija się dzisiejszy Śląsk ze swoimi problemami gospodarczymi, społecznymi, narodowościowymi, są więc skomplikowane, a w przyszłości bynajmniej się nie uproszczą.

Globalizacja stawia wyzwania wcześniej w dziejach nieobecne; zmusza do brania pod uwagę coraz to liczniejszych okoliczności.

Przykładem niech będą czynniki determinujące koniunkturę i popyt na węgiel koksowy. Są to, uwaga: wzrost zapotrzebowania na węgiel w Japonii w związku z uruchomieniem tam stalowni produkujących na użytek Chin; te z kolei preferując węgiel australijski nie gardzą też innym, zresztą Australijczycy mają swoje własne kłopoty i nie są w stanie się wyrobić z zobowiązaniami; Kanada również zmniejsza swój eksport; USA też jakoś mniej chętnie eksportują; choć o węgiel woła również rozbudowujący się przemysł hutniczy Indii oraz Brazylii; na tle reszty słabiej wypada zapotrzebowanie starej dobrej Europy, gdzie i tak ciągle konkuruje ze Śląskiem Rosja. Jeśli podsumować to wszystko, okaże się świat w tym tylko roku zakupi dziesiątki milionów ton węgla koksowego, a 6 milionów ton po prostu mu zabraknie. A jak na rynku mało jakiego towaru, to jego cena idzie w górę. Ot, i koniunktura.

Przykład to jak widać nie tak znowu pierwszy z brzegu, bo wszystko to kształtuje perspektywy przed naszym górnictwem przynajmniej w ciągu najbliższych paru lat... Owego szczególnie poszukiwanego w świecie węgla koksującego mamy sporo, nieco więcej niż 1/3 ogółu zasobów i głównie w Rybnickim Okręgu Węglowym. Co z tego z kolei wynika, dostrzeże każdy kto uważnie czyta gazety.

W samej jednak Polsce zużycie węgla – energetycznego, tego, którego pod Górnym Śląskiem jest najwięcej – spada. W 1990 r. wynosiło ono 120 mln ton, w zeszłym roku spadło do 83 mln. Mimo to pozostaje on głównym surowcem energetycznym polskiej gospodarki i tak też będzie w najbliższych latach.


Węglowy problem

Niemniej współczesnemu górnictwu nie jest łatwo, a właściwie to raczej boleśnie trudno, chociaż jesteśmy i pozostaniemy głównym producentem węgla w Europie Środkowej. Węgiel nie jest dziś aż tak strategicznym surowcem jak ropa naftowa, ale nie wolno go wydobywać tyle, ile każdy miałby ochotę. W naszym przypadku produkcję ograniczają zalecenia Banku Światowego oraz Unii Europejskiej. Eksploatacja istniejących złóż jest coraz trudniejsza, kosztowniejsza, coraz bardziej niebezpieczna. Niestety, ograniczenie wydobycia wiąże się z redukcją zatrudnienia, a co to znaczy przy braku alternatywnych miejsc pracy... wiemy. Bezrobocie, w Górnośląskim Okręgu Przemysłowym dokuczliwe, w Wałbrzyskim Zagłębiu Węglowym jest po prostu koszmarem.

Oczywiście więc na samym tylko węglu przyszłości się nie oprze. Tak właściwie, choć może i banalnie to na pozór zabrzmi, najlepiej będzie oprzeć ją na... nas samych. Na Śląsku żyją miliony ludzi i będzie ich przybywało – jeżeli nie za sprawą przyrostu naturalnego, to dzięki migracji. Każdy zaś człowiek musi jeść, pić i ubrać się, nie tylko to zresztą – warto by mógł wypocząć, wykształcić dzieci, leczyć się, dojechać z Katowic do Wrocławia wygodną autostradą... A to zapewnić mogą tylko inni ludzie, wykonujący odpowiednie zawody. Zasada „daję, byś i ty dał” jest jak najbardziej odpowiednia i w tym przypadku.

Oblicze Śląska z dawien dawna było wielokulturowe. Różnoetniczna najprawdopodobniej była już kultura łużycka, później żyły tu obok siebie różne plemiona Celtów i Germanów, wreszcie Słowian. W średniowieczu Śląsk był polsko-czeskim pograniczem; prócz rodzimej, słowiańskiej ludności stale przybywało na nim przybyszów z różnych krain Rzeszy Niemieckiej. Po II wojnie światowej zjawili się przesiedleńcy z Kresów i centralnej Polski. Nawet pod koniec lat 40. na Dolny Śląsk przyjechali emigranci z Grecji, w której upadła rewolucja komunistyczna. To ostatnie może być swego rodzaju zapowiedzią na przyszłość. Zmniejszony za sprawą globalizacji świat to niestety świat niespokojny i nie wolny od nędzy. Europa – a raz z nią i Śląsk – ludziom uciekającym przed wojną czy niedostatkiem może się jawić jako ziemia obiecana. Niewykluczone więc, iż w przyszłości zjawią się oni masowo wśród nas, że za naszego życia lub za życia naszych dzieci w Tychach czy Legnicy pojawią się meczety albo prawosławne świątynie. Niemożliwe? Na pewno?


Region ponad wszystkim

Nowa Europa ma być – i rzeczywiście staje się coraz bardziej – Europą regionalną. Śląsk ma tu sporo do nadrobienia. Jego wielokulturowe tradycje regionu kresowego to niewątpliwie mocny punkt, zarazem jednak, za sprawą dziesięcioleci rządów nazistowskich i komunistycznych, obecnemu pokoleniu brakuje w zasadzie odpowiednich doświadczeń. Nie można przecież bazować tylko na znanych z historii, podręcznikowych rozwiązaniach. Doświadczenia trzeba dopiero zbierać, albo też podglądać je u podobnych jak Śląsk regionów pogranicza, których w Europie nie brakuje. Na szczęście coś się przecież już się dzieje – powstały euroregiony, Specjalna Strefa Ekonomiczna, Kontrakt Regionalny, lokalne programy rozwoju... Nawet sporo, choć chciało by się więcej, szybciej, jeszcze za naszego pokolenia!

Warto zauważyć jeszcze jedno. Po raz kolejny w swoich dziejach – wcześniej miało to miejsce w XVI wieku, gdy Śląsk znalazł się w światowym imperium Habsburgów oraz po roku 1871, gdy wraz z Prusami wszedł w skład dynamicznie rozwijających się, zjednoczonych Niemiec – Śląsk należy do gigantycznego (obecnie jednego z trzech wiodących w świecie) organizmu gospodarczego. Nawet jeżeli jest położony na jego peryferiach – toć i wcześniej było podobnie! – wydaje się to dobrze wróżyć na przyszłość.

Kto wie? Deus mirabilis, fortuna variabilis. A historia nigdy się nie kończy.

Będzie nowe święto państwowe?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie