Koniec fabryki śmierci

[email protected]
Szosa z Wrocławia do Gliwic wciąż była autostradą jedynie z nazwy. I nic dziwnego, gdyż po wybuchu wojny prace przy budowie "Autostrady Śląskiej", która w zamierzeniu miała połączyć Berlin z Bytomiem, praktycznie ...

Szosa z Wrocławia do Gliwic wciąż była autostradą jedynie z nazwy. I nic dziwnego, gdyż po wybuchu wojny prace przy budowie "Autostrady Śląskiej", która w zamierzeniu miała połączyć Berlin z Bytomiem, praktycznie zamarły. Speerowi przyszło do głowy, że w takim tempie nie zostanie ukończona nawet za 50 lat. Cóż zrobić - Linia Zygfryda, później Wał Atlantycki, a wreszcie podziemne fabryki uzbrojenia wołały nie tylko o siłę roboczą, lecz i o każdą niemal tonę niemieckiego betonu.

Był 20 stycznia 1945. Albert Speer, minister uzbrojenia i amunicji III Rzeszy zmierzał na Górny Śląsk, swoim zwyczajem osobiście prowadząc służbowego mercedesa. Jechał wolno, co przyprawiało go o irytację. Nie chodziło tylko o kilkunastostopniowy mróz, pokrytą gołoledzią nawierzchnię czy śnieg grubą warstwą zalegający pola i skrzący się w ostrym słońcu. Drogę tarasowali uchodźcy.

Gdy nadszedł wieczór, tłok na drodze rzeczywiście zmalał. Samochód ruszył dalej z największą prędkością, na jaką można się było odważyć podróżując zimową nocą. Speer ku swej wielkiej uldze zajął wreszcie myśli czymś zupełnie innym. Nazwy miejscowości, przez które przejeżdżał lub których nazwy widniały na mijanych przezeń drogowskazach, w umyśle ministra uzbrojenia i amunicji od razu wywoływały jednoznaczne skojarzenia.

Zatem Wrocław - zakłady FAMO, czyli czołgi, działa pancerne, silniki lotnicze i do U-Bootów; zakłady Linke-Hoffmann to produkcja części do czołgów i okrętów podwodnych, a ostatnio i silników rakiet V-2, jeśli trafiają się jeszcze jakieś pociągi, to raczej pancerne; zakłady Junkersa na Gądowie - bombowce Stuka; Psie Pole, fabryka "Rheinmetall-Borsig" - części bomb. Jelcz, postawione przez Kruppa zakłady zbrojeniowe - haubice, lufy artyleryjskie i silniki czołgowe,
Brzeg, fabryka "Anorgana" koncernu I.G. Farben - gazy bojowe, w tym przerażający Tabun. Nawet w położonych dalej na południe Sudetach uruchomiono wytwórnie broni, na przykład w Kłodzku - tamtejsza twierdza pomieściła wytwórnię części
U-Bootów i bomb latających V-1. Nie wspominając o wciąż budowanych, podziemnych fabrykach, jak ta w Sowich Górach. Speer miał świadomość, że ów cały moloch funkcjonował dzięki morderczej, wyniszczającej pracy niezliczonych więźniów obozów koncentracyjnych, z najbardziej osławionym Gross-Rosen na czele, lecz wszelkie myśli z tym związane usilnie od siebie odpychał.

Rozkaz: obronić!
Najważniejszy jest Górny Śląsk! Na przykład, coraz bliższe Gliwice ze swoimi "Reichswerke AG für Erzbergbau und Eisenhütten Hermann Göring". Rafineria w Blachowni - paliwo syntetyczne, uzyskiwane z przetwarzanego węgla kamiennego. Także w Kędzierzynie wytwarzano paliwa syntetyczne dla samolotów, a ponadto oleje i kauczuk, kwas azotowy i składniki materiałów wybuchowych. Te i inne fabryki stały się teraz bezcenne. W sytuacji, kiedy zrzucone przez Ammis i Tommis bomby praktycznie zrównały z ziemią Zagłębie Ruhry, to z Górnego Śląska pochodziła mniej więcej połowa dostarczanej Wehrmachtowi broni. I blisko 100 milionów ton węgla rocznie.
Speer w minionych dniach starał się uczulić na to Hitlera, uświadomić mu, że utrata Górnego Śląska musi pociągnąć za sobą szybkie załamanie się gospodarki. Domagał się od Führera przydzielenia Grupie Armii Schörnera przynajmniej 30 - 50 procent całej styczniowej produkcji zbrojeniowej. A od 12 stycznia ku temu Śląskowi toczyła się znad Wisły niepowstrzymana lawina sowieckich wojsk. Pytanie więc, czy front wytrzyma, czy Grupa Armii "Środek" zdoła się tam obronić...

"Wściekły Pies"
- A ja się nie obronię! - zwięźle odpowiedział na pytanie ministra poirytowany generał Schörner, zwany przez propagandę "Żelaznym Ferdynandem". Speer wiedział, że ten okularnik o zwalistej sylwetce i dość poczciwej fizjonomii, która pasowałaby raczej do wiejskiego proboszcza, zasłużył sobie wśród własnych żołnierzy na inne przezwisko. "Wściekły Pies". Ten pieszczotliwy przydomek powtarzano raczej półgębkiem i po uważnym rozejrzeniu się dookoła. Nie mogło być inaczej, skoro ostatnimi czasy dość pospolitym widokiem na obszarze podległym Schörnerowi stały się tabliczki głoszące - przykładowo - iż "Wycofałem się bez rozkazu", "Paktowałem z bolszewikami", "Stchórzyłem w obliczu wroga", czy też, nieco bardziej kwieciście "Kto zdradził swą ojczyznę, musi umrzeć. Ja musiałem umrzeć". Tabliczki stanowiły dodatek do zasadniczej części patriotycznego przekazu "Wściekłego Psa", którą stanowił odarty z munduru wisielec.

Pytanie Speera padło zaraz na wstępie ich spotkania, gdy tylko zmęczony podróżą i zmarznięty minister przekroczył 21 stycznia próg kwatery głównej Grupy Armii "Środek" w zasypanym śniegiem Opolu. Kwaterę odnalazł z trudem, śródmieście aż roiło się od wojska i pojazdów, dziesiątków różnej rangi sztabów, kwatermistrzostw, parków samochodowych, konnych taborów, posterunków żandarmerii... Jak to na froncie, który był przecież całkiem blisko.

- Nie obronię się, bo nie mam czym, bo moje jednostki wojskowe istnieją jeszcze tylko z nazwy, bo straciły czołgi i broń ciężką - ciągnął Schörner - Rus dysponuje miażdżącą przewagą, przynajmniej siedmiokrotną w czołgach, jedenastokrotną w piechocie, dwudziestokrotną w artylerii i czterdziestokrotną w lotnictwie.

- Posiłki... Odwody pancerne... - bąknął niepewnie Speer.
- Posiłki?! Skąd?! Nie będzie żadnych posiłków. 6 Armię Pancerną SS ściąga się wprawdzie z frontu zachodniego, ale dokąd ma zostać skierowana?! Nad Balaton! Na Węgry, rozumie pan? A odwody pancerne? - Schörner wzruszył ramionami. - Widział pan te dwie "Pantery" stojące w śniegu przed wejściem do kwatery? To właśnie są moje odwody pancerne, Speer! No, jak pan sądzi - ciągnął szyderczo "Żelazny Ferdynand" - obie je wysłać, by zatrzymały Iwana, czy może zachować jedną w rezerwie?

Speer milczał. "Pies" w rzeczy samej wyglądał na wściekłego.

Kocioł
- Niech no pan tu spojrzy - Schörner uspokoił się nieco i podszedł do zawieszonej na ścianie mapy. Wskazał palcem pogranicze Górnego Śląska i Zagłębia Dąbrowskiego - Sosnowiec, widzi pan? Do niedawna w okolicy było pełno sowieckich czołgów, sporo z nich zniszczyły zresztą nasze Stukasy z pułku "Immelmann" Rudela. Czołgi były również tutaj, w Byczynie - palec generała powędrował ku górze mapy.

- Byliśmy przekonani, że stamtąd to już nic, tylko skierują się na Wrocław. Ale teraz, Speer... Teraz ani tam, ani tam nie ma żadnych czołgów. Zniknęły. To znaczy nie tyle zniknęły, co... One obchodzą nas. Okrążają. Część gna nawet prosto tutaj, na Opole. Chcą zrobić następny Stalingrad, rozumie pan?! Tyle tylko, że ja nie zamierzam do tego na Śląsku dopuścić... A tak przy okazji, wciąż zamierza pan jechać do Katowic?

- Owszem, prześpię się tylko i rano ruszam dalej - przytaknął Speer.

- To niech pan uważa. Śliska sprawa, że tak powiem. Heil Hitler!


27 stycznia 1945 generał Schörner wydał rozkaz odwrotu z Górnego Śląska. Zostało to niechętnie przyjęte do wiadomości przez Hitlera. 30 stycznia minister Speer, wciąż obolały po kolizji z ciężarówką, do której doszło na oblodzonej szosie z Opola do Katowic, wręczył Führerowi memoriał zaczynający się od słów: "Wojna jest przegrana...".

Astronauci amatorzy polecieli w kosmos

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie