Wałbrzych: Zatrudnieni w fabryce porcelany bez pensji i bez pracy

Sylwia Królikowska, Artur Szałkowski
- Po 30 latach pracy w Fabryce Porcelany Krzysztof zostałam bez pensji - mówi Danuta Olszańska
- Po 30 latach pracy w Fabryce Porcelany Krzysztof zostałam bez pensji - mówi Danuta Olszańska Dariusz Gdesz
Po ogłoszeniu upadłości Fabryki Porcelany Krzysztof jej pracownicy nie otrzymują pensji

Ostatni raz pieniądze wpłynęły na konto pracowników 10 stycznia. W lutym syndyk wypłacił im na rękę po zaledwie 124 zł. Wypłacenie kolejnej zaliczki w takiej samej wysokości, syndyk masy upadłościowej zakładu zapowiedział w tym tygodniu.

- Jak mamy wyżyć za takie pieniądze. Więcej tracimy często na dojazdy - denerwuje się część załogi, która spotkała się z nami w redakcji. Chcą zachować anonimowość, bo obawiają się konsekwencji.

Jedynie Danuta Olszańska przyznaje, że nie ma już nic do stracenia. - Pracuję w Fabryce Porcelany Krzysztof ponad trzydzieści lat - płacze kobieta. W tej samej firmie zatrudniony jest również jej mąż. Pensji nie mają więc obydwoje. - A w takiej sytuacji jak my jest bardzo wiele osób - mówi. Nie może uwierzyć, że kiedyś dobrze prosperujący zakład, dziś spada na dno. - To całe moje życie - płacze. Podjęła już decyzję, by odejść z zakładu. Poszła nawet do syndyka i poprosiła, by ją zwolnił.

- Chcę iść do innej pracy, póki mam jeszcze na to szansę, i przepracować parę lat, których brakuje mi do uzyskania emerytury - mówi pani Danuta. Usłyszała jednak, że syndyk z pracy jej nie zwolni, bo pracownicy są potrzebni, by utrzymać produkcję. - Nie wiem, co mam robić. Jestem w kropce. Gdy odejdę sama, nie dostanę żadnej odprawy, a przecież po 30 latach pracy chyba mi się należy - dodaje pani Danuta. Zamierza zgłosić sprawę niedostawania pensji do Rzecznika Praw Obywatelskich, a być może nawet na policję.

Pracownicy chcieli, by pensje wypłacono im z funduszu socjalnego. Twierdzą, że jeszcze w grudniu ubiegłego roku było tam zgromadzone ponad 400 tys. zł. Dziś jest podobno niewiele ponad tysiąc złotych. Syndyk twierdzi, że dysponuje dokumentami, które świadczą, że za zniknięcie tych pieniędzy odpowiadałby zarząd.
Pracownicy fabryki są wściekli.

Jeszcze w lipcu ubiegłego roku mieli nadzieję, że sytuacja w Krzysztofie wróci do normy. Znalazł się nowy inwestor, który miał wyłożyć pieniądze i postawić firmę na nogi. W tym celu właściciel pakietu większościowego akcji nawiązał współpracę z dwoma funduszami inwestycyjnymi. Miały zostać współwłaścicielami zakładu. Wcześniej przeprowadziły jednak analizę spółki. Przedtem część załogi sprzedała już inwestorowi swoje akcje, by miał większościowy udział. Dostali jednak tylko 30 procent ceny. Kolejne transze miały wpłynąć później. Nigdy się tak nie stało, bo inwestor uznał, że został oszukany. Poprzedni zarząd miał zataić przed nim część długów firmy. Uznał więc, że nie zapłaci drugiej transzy za akcje.

- Zostałem oszukany przez poprzedni zarząd - mówi Paweł Mikołajczuk, inwestor z Warszawy. - Audyt wykazał zadłużenie spółki w opcjach walutowych na 3,3 mln zł oraz zawyżenie wartości towarów zgromadzonych w magazynach na około 2 mln zł.

Dlatego decyzja inwestora o dokapitalizowaniu zakładu została wstrzymana. Nowy zarząd złożył także do sądu wniosek o upadłości spółki z możliwością zawarcia układu z wierzycielami. Został on rozpatrzony pozytywnie. Stanowisko inwestora, to zdaniem poprzedniego prezesa zarządu spółki, oszczerstwa.

- Przed zakupem akcji inwestor zlecił dwukrotne przeanalizowanie dokumentów spółki i nie miał zastrzeżeń - mówi Jan Bosek, były prezes zarządu. - Nie wywiązał się po prostu z płatności za akcje w wyznaczonym terminie i teraz wymyśla takie nieprawdziwe historie.

W związku z zaistniałą sytuacją, 3 lutego sąd zmienił swoją decyzję z 10 sierpnia 2009 roku o ogłoszeniu upadłości z możliwością układu z wierzycielami, na ogłoszenie upadłości obejmującej likwidację majątku spółki. Produkcja porcelany ma trwać przez najbliższe 3 miesiące. Później zakład zostanie wystawiony na sprzedaż.

Nie moja wina
Z syndykiem Wiesławem Michalakiem rozmawia Artur Szałkowski

Kiedy pracownicy Fabryki Porcelany Krzysztof dostaną w końcu należne im zaległe pensje?
Majątek zakładu został zajęty przez wierzycieli. Dlatego pensje dla załogi będzie musiał wypłacić Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. Nim to nastąpi, trzeba dopełnić formalności.

Jak długo one potrwają?
Z początkiem marca przekażemy do FGŚP wykazy pracowników. Tam zostaną skontrolowane i w ciągu miesiąca powinny zostać wypłacone pensje.

Ci ludzie potrzebują jednak już teraz pieniędzy na życie.
To, że fabryka znalazła się na skraju bankructwa, nie jest winą syndyka, do którego załoga ma pretensje. Powinni je mieć do byłego kierownictwa zakładu oraz związków zawodowych, które nie zatroszczyły się o załogę.

Banki chcą naszych pieniędzy. Zapłacimy ujemne odsetki?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie