Warto wiedzieć

Tomasz Borówka, Ryszard Parka
Z XVI wieku, czasów pełnych obaw przed wtargnięciem Turków, pochodzą ślady umocnień na południowych granicach Śląska Cieszyńskiego, które miały zatrzymać spodziewaną inwazję Imperium Otomańskiego (m.in.

Z XVI wieku, czasów pełnych obaw przed wtargnięciem Turków, pochodzą ślady umocnień na południowych granicach Śląska Cieszyńskiego, które miały zatrzymać spodziewaną inwazję Imperium Otomańskiego (m.in. Szańce Jabłonkowskie). Strach przed wojskami Proroka, zwycięskimi pod Mohaczem i Budą, dotarł nawet do Wrocławia, gdzie w obawie przed tureckim oblężeniem zburzono klasztor na Ołbinie (rzekomo w celu uniknięcia zagrożenia ze strony oblegających, którzy usadowiliby się w jego murach).

ßSzwedzka okupacja Cieszyna podczas wojny trzydziestoletniej pozostawiła po sobie legendę o cieszyniance. Kwiat o tej nazwie jest endemitem, występuje wyłącznie w rejonie Cieszyna. Według tej wzruszającej historii, pierwsze cieszynianki wyrosły na mogile śmiertelnie rannego podczas walk o zamek w Cieszynie szwedzkiego żołnierza. Jego cieszyńska ukochana, zgodnie z ostatnią wola wojaka, wysypała na grób odrobinę ziemi, przyniesionej przez lubego ze Szwecji. A ziemia zawierała nasiona niezwykłego kwiatka...

ßZ tych samych czasów wywodzi się legenda o pochodzeniu czerwonych bruclików górali z Istebnej. Głosi ona, że król polski Jan Kazimierz Waza w podzięce za uratowanie życia (gazdowie do spółki z olziańskimi utopcami zmasakrowali ponoć dybiących na monarchę Szwedów) miał podarować góralom istebniańskim swój czerwony płaszcz, który następnie przerobiono na owe charakterystyczne kamizelki. Ile w tym prawdy? Być może tylko ziarno – takie mianowicie, iż Jan Kazimierz przekradając się ze Śląska w granice Rzeczypospolitej przekraczał pobliską Przełęcz Jabłonkowską. Nawiasem mówiąc, w Beskidach miejsc, którym przypisuje się obecność Jana Kazimierza podczas sławnej podróży (barwnie, choć w sposób nie mający niemal zupełnie nic wspólnego z rzeczywistością opisanej w „Potopie” Sienkiewicza) jest więcej, nawet jeśli większości z nich król w życiu na oczy nie oglądał. Podobnie jest i z drzewami, które miał sadzić Jan III Sobieski idący na odsiecz Wiednia. Gdyby król rzeczywiście zasadził wszystkie z nich, to podróż pod Wiedeń zajęłaby mu wiele, wiele miesięcy. Lecz legenda, jak to legenda – wie swoje.

ßZbór w Świdnicy jest jednym z kilku ewangelickich „kościołów pokoju” zbudowanych po wojnie trzydziestoletniej. Świątynie te miały powstać poza obrębem murów miejskich, przy wykorzystaniu do ich budowy wyłącznie materiałów nietrwałych (drewna, gliny i słomy), by ułatwić ich ewentualne zniszczenie. Choć w czasie, gdy wznoszono kościół, ludność Świdnicy liczyła tylko około 1600 mieszkańców, zaprojekotowano go tak, by pomieścił znacznie większą liczbę wiernych (aż 7500!). Słusznie przewidywano, że w nabożeństwach będą uczestniczyć luteranie przybyli z innych miejscowości. Niezwykle bogaty wystrój wnętrza dalece odbiega od tego, czego zwykliśmy się spodziewać po protestanckiej świątyni.

Astronauci amatorzy polecieli w kosmos

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie